Nad Horadniaj siońnia try ściahi, pra heta piša na svaim błohu Siarhiej Astraviec.

Nad hmacham z načalstvam pobač z savieckim źjaviŭsia niesaviecki ściah. U peŭnym sensie jak napamin pra staraviečnyja časy, kali jašče nia pachła abrevijaturaj, revalucyjnymi burami, kali narodnyja chory pracoŭnych nie śpiavali zavučana «rasstralać jak biešanych sabak!», kali nie isnavała naftalinnaj respubliki bizuna i piernika. Čyrvony ściah u niebie z zubram i załatoj karaleŭskaj karonaj. Što praŭda, padabienstva jość: tady movu hetuju staralisia abmiežavać, prycisnuć, ciapier botami dratujuć z trybunaŭ, u jaščyku ahitacyi i prapahandy.

Našy ŭ horadzie! BSSR pobač z zubrynym źnijakavieŭ, zasaromieŭsia, abaŭreŭ, nia ściah heta bolej, anuča, jakaja spačatku jašče niejk kazyryłasia, šłanham starałasia trymacca, skruciŭšysia, krychu nahadvajučy, praŭda, aeradromny «sak», ale voś ciapier niama ściahu takoha na dachu, mokraja anuča abkruciłasia vakoł tyčyny, vizualna źnikła. U niebie zastaŭsia adziny zubryny ściah z karonaj, što łunaje napoŭnicu, jak maje być. Horadnia pad karaleŭskim źvieram puščanskim, pad karaleŭskaj karonaj załatoj! Vinšuju ŭsich, chto nie amatar roli pana sachi i kasy!

I ŭsio heta dziakujučy našamu fantastyčnamu haradzienskamu daždžu, jon navioŭ paradki ŭ ściažnaj haspadarcy, spraviadlivaść karotkuju. Dahetul na nižejšym hmachu pobač z BSSR visieŭ užo sini ściah z hierbam karaleŭskich časoŭ, ale nibyta načalstva pa‑sapraŭdnamu nie chacieła jaho, ci bajałasia (chto jaho viedaje?), «mahdeburhzki» zrabili z takoj tkaniny, što jon amal nie łunaje, zharnuŭšysia visić balšyniu času, pakidajučy BSSR‑u pieŭniem na dachu hanarycca… Doždž — heta žyćcio, heta badzioraść, heta tvorčaść, ale jamu radujeciesia tolki vy z karaleŭskim ściaham, BSSR razam z usim horadam prahnuć śpioki, zadušnaści, kali niemahčyma narmalna žyć i pracavać, adčuvać siabie čałaviekam, a nia potnaj istotaj, źniamožanaj ad vuličnaj temperatury, kali niemahčyma dychać, kali nie chapaje pavietra. Tamu niachaj žyvie doždž, haradzienski sapraŭdny doždž!

Dva ściahi na dachu — krychu niezvyčajna, chacia ŭ savieckija časy (ci, moža, ja błytaju štoś?) byŭ kramloŭski, čyrvony, i naš — BSSR: Respublika ni ryba, ni miasa. Ciapier jany pamianialisia rolami — BSSR visić, a čyrvony nia kožny dzień, tolki pa čyrvonych śviatach, adznačajuć im vierałomny napad našych chaŭruśnikaŭ, kali my spali ŭ šapku, Stalinhradzkuju bitvu, Małuju ziamlu i Vialikuju, šturm Pierakopu i Berlina, sustreču na Elbie. Sustreča była pad idealahičnaj zabaronaj, a ciapier napałovu zabaroniena tolki, bo nam chočacca vyprasić u ich babak na naš kryzis, jakomu nie dajuć słova, na atamnuju cacku, na novyja haryzonty. Tak što, chto sprabuje adznačyć sustreču na Elbie, ryzykuje…

Chtości razdražniona zapiarečyć: čuvak, jaki BSSR, ty što — ź Miesiaca trapiŭ? Tam ža kasmetyčny ramont: bieź siarpa j mołata ciapier! Nu j što? Jany ŭ sejfie lažać, ułada tryvaje raboča‑sialanskaja, upiorłasia roham, ale siarpom i mołatam razvučyłasia, jasna, zapanieła. A ŭsia hetaja mituśnia kredytnaja nahadvaje mnie, siabry, susieda, jaki pazyčaje pa čarzie: u druhoha paprosić, pieršamu addaść, zatym ad treciaha pazyčyć i druhomu viernie j hetak pa kołu. Taksama majsterstva ŭ peŭnym sensie.

U XXI‑m stahodździ miascovaje načalstva sprabavała ŭratavać fabryčku adnuju haradzienskuju, joj daručyli šyć ściahi SSSR, nia viedaju, ci planavali ich paviesić na kožnym domie, na kožnaj chruščoŭcy, nia viedaju taksama kolki było zroblena tych ściahoŭ, ale fabryčka zatavaryłasia i ŭsio roŭna skanała.

Ja staŭlu kropku, skančajecca doždž, skančajecca kava ŭ maim kubku. I voś užo BSSR akryjaŭ, jamu zamanułasia znoŭku zrabicca padobnym da karonnaha ściahu, i heta ŭ jaho atrymlivajecca, viecier chutka vysušvaje bializnu… Ja ŭźnimaju vočy i chapajusia za fotaaparat: na BSSR‑y siadzić krumkač, vialiki, parodzisty, jon azdablaje naš darahi štandar niby aroł «2 hałavy», ale zusim nie złaviesna vyhladaje, chutčej śmiešna. Ściah z hruhanom, ha?! Hladžu na nizkarosły hmach, adnosiny pamiž sinim i čyrvona‑zialonym niejk pa‑raniejšamu nie składajucca.

Za što my j lubim našuju prykolnuju respubliku, što jana niestandartnaja — ni Jaŭropa, ni Azija, adzin bok medala — Feliks Edmundavič, druhi — Stefan Batoryjevič, adzin bok dziańhi — Mikałaj Lenin i Josif, druhi — Janka i Jakub. Kožny božy dzień pa jaščyku cyrk na drocie, a kab usio było pa‑surjoznamu, z «psom‑rycaram», zasynali b pierad chatnim ekranam, dalboh, pieraklučali b na halivudčynu. Tak što, usio ŭ nas puciom, Jaŭropa, ty za nas nie turbujsia. My navat karaloŭ, karony ichnija časam sa zvałki historyi vyciahvajem (fe‑fe!), viešajem nad horadam.

Što praŭda, načalstva panična baicca inšaha hierba, chtości jamu dałažyŭ (samo jano takich knižak nie čytaje, tolki pikula‑šmikula), što pra jaho klasyk napisaŭ, tamu ŭ načalstva mistyčny strach da jaho ŭ dušy prysutničaje. Ale j za karonu dziakuj, tavaryšy darahija.

Клас
0
Панылы сорам
0
Ха-ха
0
Ого
0
Сумна
0
Абуральна
0

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?